Potrzebne są słowa kojące, nie gniew - taki tytuł nosi artykuł autorstwa pani Haliny Flis-Kuczyńskiej, który ukazał się w Rzeczpospolitej z 21.10.2010.
Tytuł sugerujący potrzebę refleksji nad tym, co się stało, wzniesienia się ponad podziały i sympatie polityczne. Niestety, lektura owego artykułu okazała się dla mnie doświadczeniem zdecydowanie nie kojącym, a wręcz budzącym sprzeciw, momentami nawet gniew. Ostatnie linijki tekstu brzmią- pozwolę sobie zastosować prostą operację kopiuj-wklej-„Prezesie Kaczyński, nie jestem pewna, czy ta krew przelana w Łodzi nie powinna jednak spaść na pana głowę i czy nie doprowadzi pan do większych nieszczęść”
Nie będąc w stanie zrozumieć, jak w sytuacji, gdy do biura partii opozycyjnej wtargnął szaleniec i zabił jedną osobę, a ranił drugą, można dojść do wniosku, że to polityk tej samej partii jest winny tragedii, przeczytałam artykuł w całości raz jeszcze. I jeszcze raz. Do skutku, chcąc zrozumieć czym kieruje się autorka stawiając tak śmiałą tezę.
Przez chwilę przypomniały mi się liczne słowa oburzenia skierowane pod adresem Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz, gdy w ich filmie „Solidarni 2010” anonimowy mężczyzna wypowiada słynne już zdanie „Premier Tusk ma krew na rękach”. Tu, w artykule dla odmiany, krew „spada na głowę”. Jestem pewna, że panią Flis- Kuczyńską nie czeka jednak środowiskowy ostracyzm, jak to się stało z panią Stankiewicz. Wszak wypowiedzi takie jak ta zaczęły pojawiać się w kilkanaście minut po tym wydarzeniu ( choćby wypowiedź redaktora Rolickiego.)
Czytałam więc inkryminowany artykuł dalej. Być może niesłusznie zarzucam autorce złą wolę, ale zawiera on wiele stwierdzeń niezgodnych z prawdą lub będących prawdą po części. Nie chcę przedłużać wstępu, dokonam więc po kolei, punkt po punkcie, analizy najbardziej rzucających się mi w oczy nadinterpretacji.
Pada stwierdzenie, że Jarosław Kaczyński nazywa swoich politycznych przeciwników „zdrajcami narodu”. Padają takie stwierdzenia ze strony osób będących zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości, zgodzę się. Sama słyszałam. Jednak gdy oskarża się prezesa tej partii o taką wypowiedź, dobrze jest jednak pokazać, że jest udokumentowana. Chcę wiedzieć, gdzie i kiedy Jarosław Kaczyński wypowiada dokładnie te słowa: „premier Tusk jest zdrajcą narodu”.
Chcę też konkretnego cytatu odnośnie „knowania z wrogami Polski w celu ukrycia prawdy o Smoleńsku”. Zastrzegam- ma to być wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, czarno na białym.
W innym przypadku mogę uznać, że jestem świadomie dezinformowana słowami, że to sam prezes PiS pobudza takie przekonania.
Inną sprawą jest wspominane przez autorkę określanie ludzi ze strony PiS mianem „głupków”. Czuję się w obowiązku sprostować- użyjmy też innych określeń- to była „moherowa koalicja”, „psychopaci i dewianci psychiczni”, ostatnio również „nekrofile polityczni” oraz „pislam” a także „sekta”. Elektorat zaś zasłużył sobie na wdzięczne miano „bydła”. Te rzeczy powtarzano często. Dziwne, że pani Flis- Kuczyńskiej utkwił w pamięci li i jedynie„głupek”. Myślę, że przywołane przez mnie określenia bardziej mogły boleć i jątrzyć.
Kolejne stwierdzenie- krzyż spod Pałacu narażony był na szyderstwa. Zgoda, ale kto szydził? Czy to obrońcy krzyża sami siebie zaczepiali, sami skontaktowali się z Dominikiem Tarasem i zwołali za pośrednictwem Facebooka manifestację Akcja Krzyż, wreszcie to za ich przyczyną uczestnicy tegoż zgromadzenia swoje przywiązanie do idei państwa neutralnego światopoglądowo zamanifestowali transparentami typu „precz z krzyżami, na stos z mocherami”? ( Oryginalną pisownię hasła na transparencie młodego i jakże pokojowo nastawionego „zwolennika państwa świeckiego” pozwolę sobie zachować.)
Przejdźmy jednak dalej. Akapit o tym jak działacze PiS spowodowali skandal dyplomatyczny i zakłócili uroczystości pochówku to klasa sama w sobie. Sam wstęp umiejętnie podsyca emocje. Pomnik upamiętniający poległych żołnierzy miał być odsłonięty w rocznicę Bitwy Warszawskiej. Bitwy, która powstrzymała marsz komunizmu na zachód Europy. Pomijam słuszność, czy nie samego stawiania na mogile tego pomnika, w formie prawosławnego krzyża i 22 bagnetów i jego odsłaniania w taki a nie inny dzień. Sam akt wandalizmu budzi we mnie obrzydzenie. Wróćmy do samej pikiety. Działacze PiS byli tam, owszem, sama wiem o jednym działaczu z Pomorza, mogę nawet posłużyć nazwiskiem- Waldemar Bonkowski. Jednak sugestia pani Flis-Kuczyńskiej, by to Jarosław Kaczyński zganił swoich działaczy, np pana Bonkowskiego za ową pikietę nie jest jedyną sugestią jaką powinna dawać politykom. Nie można mieć zawsze żalu tylko do Jarosława Kaczyńskiego i PiS.
Uczestnicy manifestacji pod Pałacem Prezydenckim krzyczeli o Pierwszej Damie „Może spadnie. Niech tam zostanie.” Jarosław Kaczyński zaś milczał, a to oznacza pochwałę i zachętę. Tym samym na usta ciśnie się retoryczne pytanie – gdybym rozumowała tak jak pani Halina Flis-Kuczyńska, czy mogę śmiało mówić, że Bronisław Komorowski i Donald Tusk dali przyzwolenie na słowa Janusza Palikota, które padły w czasie kampanii wyborczej, o patroszeniu Jarosława Kaczyńskiego? Albo jego nie tak dawne życzenie na blogu, a przypomnę, że był wtedy posłem PO- że marzy by Jarosław Kaczyński „rozmawiał z siłami ostateczności”. Milczenie obecnego Prezydenta i Premiera oznacza pochwałę i zachętę?
Wracając do akapitu o pomniku w Ossowie- skoro Jarosław Kaczyński ma zdaniem pani Flis- Kuczyńskiej zganić działaczy jego partii za to, że demonstrowali przeciwko uroczystemu odsłonięciu pomnika w Ossowie, czemu nigdzie w jej tekście nie mogę doszukać się upomnienia Premiera lub Prezydenta za to, że nie zganili Janusza Palikota za jego słowa? Czy uniemożliwienie odsłonięcia kontrowersyjnego pomnika i skandal dyplomatyczny, jakiego uniknięto, jest dla pani Flis- Kuczyńskiej czymś gorszym niż otwarte i na dodatek powtórzone życzenie śmierci? Czemu autorka stosuje podwójne standardy?
Interpretację pani redaktor dotyczącą marszów w miesięcznice katastrofy czytałam z rosnącym sprzeciwem- które słowa prezesa PiS naród miałby potraktować tak dosłownie, by ruszył na Belweder i polała się krew? Tego ze wspomnianego akapitu nie dowiaduję się nigdzie. Czy to podobny przypadek, jak słynne już słowa prezesa o „Prawdziwych Polakach”, słowa, które nigdy nie padły, a którymi oburzano się 24 godziny na dobę, przez całą dobę, by następnie już nieco mniej intensywnie za ich omyłkowe mu przypisanie przepraszać?
Które wydarzenia ostatnich miesięcy, i mówię o wydarzeniach i konkretnych wypowiedziach prezesa, a nie zatroskanych artykułach prasowych pisanych przez Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika oraz Waldemara Kuczyńskiego, jakie to wydarzenia każą nam się domyślać, że PiS dąży do przewrotu i niedemokratycznego obalenia władzy? Która wypowiedź prezesa PiS jest dosłowną i wyraźną zachętą do krwawej rewolucji?
Wreszcie, akapit o nienawistnych spojrzeniach ludzi wychodzących z kościołów- idealny przykład rozumowania „pars pro toto”- po lekturze tego fragmentu bardzo łatwo można wysunąć uogólniający wniosek- katolicy w Polsce są ludźmi ziejącymi nienawiścią, mają modlitwę na ustach, a żadnej miłości bliźniego w sercu. Rozumiem zatroskanie autorki kondycją Kościoła Katolickiego w Polsce, i tym, że są niestety takie postawy wiernych, ale do tak daleko idących uproszczeń i uogólnień bym się nie posuwała.
Haniebne są zdaniem pani Flis-Kuczyńskiej słowa Jarosława Kaczyńskiego o odpowiedzialności rządu za mord dokonany w Łodzi. Czy autorka za równie haniebne uzna komentarze, które pojawiły się bodajże zanim ( ciężko mi jest to dokładnie ustalić, w takiej kolejno ści znalazłam informacje o tym, co i kto dokładnie powiedział) prezes wypowiedział te haniebne słowa, a komentarze te brzmiały ni mniej ni więcej tak, że to on jest winny całej tragedii, bo „sieje nienawiść” oraz „PiS samo jest sobie winne”? Bo te słowa padły. Wypowiedział je redaktor Rolicki. Ale chwileczkę- przecież pani Flis-Kuczyńska sama jest autorką słów o tym, jak to krew pana Marka Rosiaka „spada na głowę” Jarosława Kaczyńskiego, powinien on oddać się refleksji i to od niego, nie od kogo innego mam oczekiwać ekspiacji. Domyślam się, że samej autorce wypowiedzi jej i redaktora Rolickiego jawią się jako „słowa kojące, nie gniewne”. Czy ja osobiście jej słowami zostałam ukojona? Nie.
Ewa Grela, Warszawa


